Bardzo dobre miejsce do życia

Z panem Henrykiem Jaroszem mieszkańcem Chełmu Śląskiego rozmawia Kamil Brzozowski

ilustracja

- Gmina Chełm Śląski obchodzi dwudziesty rok swojej działalności. Spójrzmy w przeszłość i odpowiedzmy sobie na pytanie, czy decyzja o wyłączeniu się z miasta Mysłowice była dobra?

- Dzisiaj wiemy, że była bardzo dobra. Wówczas jednak mogła wydawać się, choćby niektórym z nas, przynajmniej ryzykowana. W pewnym sensie jako mieszkańcy Chełmu Śląskiego porzucaliśmy to, co znamy, a więc status dzielnicy dużego miasta, a wybieraliśmy niepewność. Determinacja ówczesnej grupy inicjatywnej, spokojna i rzeczowa argumentacja sprawiły, że wybraliśmy niepewne. I był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę!

- Co oprócz, jak Pan wspomniał, rzeczowej argumentacji inicjatorów odzyskania samorządności, zadecydowało o takim, a nie innym wyborze?

- Tkwiąca w każdy człowieku potrzeba podmiotowości. Każdy z nas nosi w sobie tęsknotę za decydowaniem o samym sobie. Nie tylko o sobie, ale też o swojej rodzinie, parafii czy wspólnocie. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, po okresie lat – jak to się mawia – słusznie minionych, obudziła się w nas wszystkich idea samorządności. Mieliśmy jednak - jedni bardziej, inni mniej - już dosyć decydowania za nas bez nas. Chcieliśmy sensownie gospodarować na swoim. Dlatego skorzystaliśmy z tej szansy i wybraliśmy samorządność.

- I nadal jest Pan pewny, że był to dobry wybór?

- Odpowiem pytaniem na pytanie – czy spróbował Pan porównać wygląd naszej gminy z dzielnicami, które nie zdecydowały się na samodzielność? Czy przyjrzał się Pan ich drogom, chodnikom, budynkom szkolnym, obiektom kulturalnym i sportowym?

- No tak. Porównanie bez wątpienia wypada na Państwa korzyść. Ale być może mają wpływ na to inne czynniki..?

- Na przykład?

- Bo ja wiem? Bezrobocie, wpływ niestabilnej gospodarczo sytuacji w kraju…

- Obiektywne czynniki działają również na nas. Nie jesteśmy wszak samotną wyspą, ale jedną z wielu tysięcy gmin w Polsce. Tyle tylko, że samorządność daje znakomicie większe szanse, aby kiedy jest dobrze, działać tak, żeby było jeszcze lepiej, a gdy jest trudniej, umiejętnie gospodarować własnymi zasobami, żeby stracić jak najmniej. Taka logika obwiązuje w każdej rodzinie i obowiązuje także w naszej gminie.

- Jesteście rodziną?

- Oczywiście nie w dosłownym słowa znaczeniu, choć wielu mieszkańców jest spokrewnionych. W końcu nie jesteśmy metropolią (uśmiech). Także w naszej społeczności są seniorzy, do których ja się zaliczam, są osoby aktywne zawodowo, jest młodzież, do których zalicza się miedzy innymi moja wnuczka Aleksandra, zdobywczyni „Młodzieżowego Ślązaka Roku 2013” ( jest to konkurs organizowany przez Polskie Radio Katowice), no i są oczywiście dzieci. Mamy też gminny budżet, w którym zapewne są i wpływy i wydatki. Mamy też swoisty wspólny dom – to nasza samorządna gmina.

- Mają też Państwo wspólną parafię, piękny kościół...?

- W którym także chrzczone są chełmskie dzieci, a niejako z drugiej strony życia – mamy wspólny cmentarz. Jakkolwiek zabrzmi to niezbyt zręcznie, cmentarz także jest naszą swoistą wizytówką, gdyż świadczy o naszym szacunku dla zmarłych. A my w Chełmie bardzo szanujemy pamięć o zmarłych, tak jak w każdej dobrej rodzinie.

- Proszę wybaczyć, ale bywają rodziny wielopokoleniowe i z zasobnym budżetem, które nieoczekiwanie wpadają w poważne tarapaty…

- Zmierza Pan do pytania o znaczenie głowy rodziny…

- W Państwa przypadku o gospodarzy gminy.

- Mamy bardzo dobrego gospodarza. Mówię przede wszystkim o panu wójcie, ale

też o innych przedstawicielach władzy samorządowej.

- Także o urzędnikach gminnych?

- Szczerze mówią nie jestem częstym petentem w urzędzie, ale gdy przytrafi się jakaś sprawa własna albo mojego środowiska, nie odczuwam urzędniczej obojętności. Wręcz przeciwnie, czuję życzliwość i zrozumienia. A od pana wójta dodatkowo pomoc dla mojego środowiska, oczywiście w rozmiarach możliwych dla gminy.

- Przepraszam, ale o jakim środowisko mówimy…

- Emerytów, rencistów i inwalidów. Jestem przewodniczącym koła Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów nr 4 w Kopciowicach. To środowisko ludzi co prawda już nie aktywnych zawodowo, ale to nie znaczy, że nie zainteresowanych sprawami gminy. Wszak jak już powiedzieliśmy sobie, jesteśmy jedną wspólnotą. Rodziną samorządową.

- Nie będę nawet pytał, gdyż po tym co usłyszałem, jest to niejako oczywiste. Jest Pan dumny z Chełmu Śląskiego…

-Oczywiście. Jestem dumny z tego, co wspólnym wysiłkiem już osiągnęliśmy i z tego, co osiągniemy w przyszłości. Kontynuacja sensownych przedsięwzięć to idea, która nam tutaj przyświeca.

- Czy jednak tworząc rodzinną wspólnotę nie jesteście zamknięci na przybyszów? Na tych, którzy przyjeżdżając z innych miejscowości, chcą się tutaj osiedlić, posłać dzieci do przedszkoli, szkół..?

- Proszę zapytać tych, którzy przybyli tu kilkanaście czy kilka lat temu. A także tych, którzy osiedlili się całkiem niedawno. Istotą naszej wspólnoty jest otwartość na, pozwoli Pan, że użyje cudzysłowu, „nowych”. „Nowymi” są bardzo krótko, ponieważ szybko stają się swoimi. Zapraszamy. Znajdziecie tu bardzo dobre miejsce do życia, a Państwa dzieci miejsce w przedszkolach i szkołach. Zaś seniorów zapraszam do naszego Związku.